Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/ten-niektory.sejny.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
- A ja zawsze chciałam spróbować trufli – wtrąciła Lucy.

Ślub odbył się pół roku wcześniej. Pan młody miał na sobie galowy mundur i szpadę przy boku, zaś panna młoda piękną suknię z bardzo długim trenem. Ale bardziej niż olś¬niewające stroje rzucała się w oczy promienna radość ma¬lująca się na twarzach książęcej pary. Widać było, że łączy ich autentyczne uczucie i że niczego nie udają ze względu na obecność gości i mediów.

się zastanawiać, czy ktoś w ogóle zdołałby tego dokonać. Nieustannie zadziwiała go swoją
- Odwołałem je. - Jasper podniósł jej rękę do ust. - Chcę spędzić to popołudnie z rodziną.
- Zrób, co ci mówię! - prosiła.
cichu weszła do gotowalni, porzucając w pościeli błękitny szlafrok.
otępiała tak bardzo, że nawet nie miała siły zareagować na perfidię Evy Campion.
- Oczywiście. Zrobię to, kochanie, choć jestem tylko nędznym młodszym synem.
Nieludow, skromnie odziany, nierzucający się w oczy mężczyzna koło czterdziestki, z
przepadał za jej ojcem, ale to przecież nie jej wina! No i nie jest dzieckiem nieślubnym.
podkochiwał się w koledze, ale ten nie zwracał na niego uwagi. A kiedy zdobył się na
- Istotnie. Alec wytrzymał lodowate spojrzenie Kurkowa bez drgnienia powiek, lecz
również kart.
postanowiła w duchu, że nie pozwoli, by jej obrońca zatracił się całkowicie w drugiej ze
nagle tylko złym snem. Początkowo kierowało nią wyrachowanie, ale teraz, kiedy zaczął
pomalowane błyszczykiem wargi, wstając z kanapy i na odchodnym uśmiechając się

całkowicie przekształcić w mleczny płyn. Ale Huff nawet nie spojrzał na bałagan. Nie zapomniał jednak zabrać ze sobą pistoletu. Sayre zasuwała właśnie swoją torbę podróżną, gdy ktoś zapukał do drzwi pokoju hotelowego. Odsunęła zasłonkę na małej szybie i wyjrzała. - Rudy? - Zaniepokojona, otworzyła drzwi. - Co się znowu stało? - Nie chciałem cię przestraszyć, Sayre. Nic się nie stało, przynajmniej nic o tym nie wiem. - Szeryf zdjął kapelusz. - Mogę wejść? Sayre zaprosiła go do środka i pokazała na torbę. - Ledwo zdążyłeś. Zarezerwowałam lot z Nowego Orleanu dziś po południu. - Wracasz do San Francisco? - Tam właśnie mieszkam. - Myślałem, że może ty i Beck... - Nie. Dziś rano ostatecznie nakreśliła niewidoczną granicę. Ona stała po jednej stronie, Huff i Chris po drugiej. Zastanawiała się, pakując swoje rzeczy, czy wyrzucić sznur odpustowych koralików, które kupił jej Beck, czy też zabrać ze sobą. W końcu owinęła je w podkoszulek i włożyła do torby. Jedno wspomnienie. Mogła sobie na to pozwolić. - Nie zobaczę się już z Beckiem przed wyjazdem. - Ha. No cóż. - Szeryf rozejrzał się po pokoju, jakby nie wiedział, co ma teraz powiedzieć. Kiedy znów na nią spojrzał, Sayre dostrzegła w jego oczach ból. - Rozmawiałaś dziś rano z Huffem? - spytał. Zamiast wyjaśnić, po co tu przyszedł, zadawał coraz bardziej kłopotliwe pytania. - Tylko w obozie rybackim. Znów zdawał się odpłynąć gdzieś myślami. Minęło kilka chwil. - Nie mam zbyt dużo czasu, Rudy. - Powiedziała wreszcie Sayre. - O czym chciałeś ze mną porozmawiać? Czy to coś, co dotyczy Danny'ego lub Watkinsa? - Nie. Ta sprawa jest właściwie zakończona. - Dlatego właśnie mogę wracać do domu. Przysięgłam sobie, że pozostanę w Destiny, dopóki się nie dowiem, co się stało z moim młodszym bratem. Teraz mogę wrócić do normalnego życia. Szeryf skinął głową z nieobecnym wyrazem twarzy, jak gdyby nie usłyszał jej słów. Odchrząknął. - Sayre, biorę pełną odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny i nie zamierzam nimi obarczać nikogo innego. Nigdy nie wystawiłbym do wiatru Huffa i chcę, żebyś to wiedziała. Sayre skinęła głową, chociaż nie miała pojęcia, do czego Harper zmierza. - Zawieraliśmy układy w wielu sprawach i nie jestem z tego dumny. Na początku nagięcie kilku zasad wydawało się czymś dość niewinnym, a potem, sam nie wiem, chyba po prostu wpadłem w to zbyt głęboko. Jak w sieć. Nie mogłem znaleźć drogi powrotnej. - Uniósł ręce w geście bezradności, jakby prosił ją o zrozumienie i wybaczenie. - Co się stało, to się nie odstanie. Nie mogę cofnąć się w czasie i naprawić zła, jakie wyrządziłem. Przyszłość jest jednak inna. Mówię ci to, ponieważ chcę, żeby ktoś wiedział, jak się sprawy mają, na wypadek gdyby... gdyby stało się coś złego, a mnie już tu nie będzie jako świadka prawdy. - Prawdy o czym? - Beck Merchant jest Charlesem Nielsonem. Pokój zawirował jej przed oczami. - Co takiego? - Mam swoich ludzi w Nowym Orleanie, prywatnych detektywów. Sprawdzali Nielsona dla

Kiedy mleka już nie było, spytał:
w odpowiedzi, obejmując go. Nagle Alec znieruchomiał i pokręcił głową.
- Na szczęście. Nie zawsze będę cię mogła pocałować podczas gry. - Włożyła mu

- Precz ode mnie! - syknęła, daremnie zapierając się nogami. Nagle obydwaj walczący

Tammy znieruchomiała w progu, a w gardle coś ją ścis¬nęło. Nie powinna była na nich patrzeć, powinna się wy¬cofać, i to jak najprędzej - a przecież za nic w świecie nie była w stanie oderwać od nich wzroku.
Pani Foster usiadła na krześle przy stole, naprzeciwko Sayre. Przyjrzała jej się uważnie, popijając herbatę ze swojej szklanki. - Po procesie przyszli, żeby uścisnąć nam dłonie. Sayre spojrzała w kierunku salonu. Był schludny, ale po meblach widać już było ślady zużycia. Robione na szydełku narzutki na oparcia foteli przykrywały miejsca, w których tapicerka kompletnie się już wytarła. Tapety wyblakły, a dywan, o który tak martwiła się pani Foster, był upstrzony niezliczonymi plamami z soku. Odbiornik telewizyjny był zdecydowanie najnowszym, najnowocześniejszym i najdroższym sprzętem w całym pokoju. Nie pasował do reszty wystroju, zwłaszcza do krzyża zawieszonego nad obszarpaną kanapą i ceramicznej pantery z zielonymi paciorkami oczu, stojącej na stoliku do kawy. Sayre wyposażała już pokoje rekreacyjne i domowe biblioteki w podobny zestaw kina domowego i wiedziała, ile kosztuje. Jego cena zdecydowanie przekraczała budżet wdowy. Od chwili przybycia Sayre do domu, syn pani Foster ani razu nie oderwał wzroku od wielkiego ekranu. Siedział przed nim, ze skrzyżowanymi nogami, niczym Indianin, pogryzając chipsy i popijając sok pomarańczowy, wyraźnie wciągnięty w to, co działo się na filmie. I szczęśliwy. Sayre przyniosła spojrzenie na Lorettę Foster. Na początku kobieta spoglądała na nią wyzywająco, ale gdy Sayre nie odwróciła wzroku, zaczęła się denerwować, aż wreszcie wyraźnie się zawstydziła. - Przepraszam - powiedziała - ale muszę przygotować kolację dla mojego syna. Potrafi wpaść w szał, jeżeli nie zdążę przed Kołem fortuny. Lubi jeść, oglądając ten program. Proszę nie pytać dlaczego, zwłaszcza że nigdy nie nauczył się dobrze czytać. Jak już mówiłam, ma trochę pomieszane w głowie - dodała na poły wyzywająco i błagalnie. - Zawsze taki był. Jest całkowicie uzależniony ode mnie. Ma tylko mnie na tym świecie i muszę się upewnić, że ktoś się nim należycie zaopiekuje, kiedy na mnie przyjdzie czas, rozumie pani? 20 Rudy Harper zapukał cicho i wsadził głowę do biblioteki Huffa. - Selma powiedziała, że mogę cię tutaj znaleźć. - Oczekiwałem twojej wizyty. Zrób sobie drinka. - Pozwolę sobie skorzystać z propozycji. Szeryf nalał do szklanki burbona z wodą, po czym usiadł na sofie, kładąc kapelusz na kolanie. Huff wzniósł swoją szklankę. Obaj upili łyk alkoholu. - Dobrze wyglądasz - zauważył Rudy. - Jak się czujesz? - Jak dwudziestolatek. - Zapomniałem już, jak to jest. - Ja za to pamiętam, jakby to było wczoraj - odparł Huff. - Pracowałem wtedy u starego Lyncha w odlewni. Miałem za zadanie ładować piece. Kręgosłup mi od tego pękał, ale i tak kiedy tylko mogłem, robiłem na dwie zmiany. Miałem swoje plany co do tego miejsca. W sierocińcu kładziono ogromny nacisk na naukę i była to jedyna rzecz, za którą Huff mógł być wdzięczny. Po kilkumiesięcznym pobycie w zakładzie nie tylko dogonił, ale wyprzedził swoich rówieśników. Przerwy spędzał w klasie, powtarzając lekcje, których właśnie się nauczył. Nie interesowała go gra w piłkę ani ganianie za dziewczynami, chociaż kiedyś, gdy był jeszcze niewinnym idealistą, wydawało mu się to takie wspaniałe. Teraz jednak miał przed sobą inny cel, więc uczył się jak najwięcej i najszybciej jak potrafił. Czytał cztery godziny dziennie, nocami, przy słabym świetle żarówki w łazience, siedząc na twardej posadzce, spływając potem w lecie i trzęsąc się z zimna w zimie. Jedzenie serwowane w
nie będzie, prawda? Do tej pory broniłeś się przed miłością. Wolisz się do nikogo nie przywiązywać. Zmieniasz kobiety jak rękawiczki. Ale z Henrym jest inaczej. Jego nie możesz

śmieszne, że na drzwiach wisiała kartka „seks w toalecie jest zabroniony”, skoro ta

I znowu uśmiechnęła się tak promiennie, że Markowi odjęło mowę.
Nie pozostawało mu nic innego, jak zejść, obudzić którąś ze służących i polecić jej, by zrobiła przy dziecku, co ko¬nieczne.
Nie miał doświadczenia z takimi kobietami jak Tammy.